W ostatnim czasie coraz więcej osób rezygnuje ze spożywania mięsa, stając się wegetarianami. W diecie pozostają jednak produkty odzwierzęce, jak nabiał czy jajka. Teoretycznie kury w sposób naturalny niosą więcej jajek, niż może się z nich wykluć kurczaków. Nie powinno być zatem mowy o krzywdzeniu drobiu w celu pozyskania ich cennego surowca. W praktyce sprawa niestety wygląda zgoła inaczej. W przemysłowych fermach, gdzie utrzymywane są kury nioski często dochodzi do nadużyć, uważanych powszechnie za krzywdzenie zwierząt.

Drób utrzymywany jest w ciasnych klatkach, a zaraz po zmniejszeniu nieśności kury są likwidowane. W społecznej świadomości zakodowaliśmy już, że najlepiej wybierać jaja od kur z wolnego wybiegu. Niewiele osób jednak wie, jaka jest prawdziwa cena jajek…

Co było pierwsze – jajko czy kura? Aby otrzymać jajka hodowane są specjalne rasy kur, tzw. „niosek”, w wylęgarniach na etapie jajka nie do przewidzenia jest płeć kurczęcia. Przypuszczalnie szansa na wyklucie koguta jest taka sama jak na wyklucie się kury, płeć pisklaków identyfikowana jest przez specjalnie przeszkolone do tego osoby. Koguty  o cechach charakterystycznych dla kur niosek nie są w żaden sposób opłacalne do dalszej hodowli, nie osiągają odpowiednich przyrostów mięsnych, dlatego już na etapie pisklęcia są one utylizowane.

W niektórych krajach stosuje się tzw. „zagazowywanie”, w Polsce jednak wciąż legalne (i powszechne!) jest mielenie ich żywcem lub sprzedawanie w charakterze żywej karmy dla drapieżników. Jedynie niewielki odsetek pozostaje przy życiu, przydatny hodowcom do dalszej prokreacji danej rasy. W internecie dotrzeć można do wielu filmów, nakręcanych właśnie na terenie przemysłowych ferm drobiu, gdzie stosowany jest ten proceder.

Być może, jeśli zwiększy się świadomość społeczna w tym zakresie, hodowcy będą zmuszeni zastanowić się nad zmianą swojego postępowania. Pomyślmy o tym, gdy następnym razem sięgniemy po opakowanie sklepowych jajek, czy nawet gotowego wyrobu z ich użyciem.