Holocen – epoka, w której ludzkość żyła przez ostatnie 11,7 tys. lat – już nie istnieje. Tak przynajmniej uważają brytyjscy geolodzy i postulują uznanie nowego etapu w dziejach Ziemi – antropocenu.

Mają ku temu powody. Od 70 lat nasza planeta zmienia się niepokojąco intensywnie i najszybciej od czasu istnienia Homo Sapiens. Ulewne deszcze, susze, upalne lata, topniejące lądolody, pożary lasów, cyklony, zanik bioróżnorodności i wszechobecny plastik są tylko niektórymi ze znaków zbliżającej się katastrofy klimatycznej.

Ziemia nie raz przechodziła już podobne kryzysy. Te najbardziej dotkliwe wyznaczały granice kolejnych epok geologicznych. W przypadku plejstocenu i holocenu, cezurą stał się koniec zlodowacenia i nagłe ocieplenie klimatu. Po nim nastąpił czas względnej stabilizacji, choć i wtedy zdarzały się momenty skrajne. W X w. największa od 2 tys. lat susza doprowadziła do upadku cywilizacji Majów. Natomiast na początku XIV w. nagłe ochłodzenie wygnało z Grenlandii Wikingów. Charakter zmian klimatycznych był różny, ale ich przyczyna zawsze jedna – zjawiska naturalne. 

W epoce człowieka

Tym razem ma być jednak inaczej. Zdaniem naukowców, to działalność człowieka istotnie wpływa na trudną kondycję błękitnej planety, stąd propozycja, aby nową epokę nazwać antropocenem, czyli epoką człowieka. Fakty zdecydowanie przemawiają na naszą niekorzyść. Od połowy minionego wieku ponad dwukrotnie zwiększyliśmy naszą populację i wypuściliśmy do atmosfery więcej dwutlenku węgla niż przez ostatnie 200 lat. Zalaliśmy betonem niemal każdy skrawek Ziemi. Ponadto skaziliśmy ją sadzą, metalami ciężkimi i trującymi związkami organicznymi. Przyczyniliśmy się także do powstania na Pacyfiku wyspy śmieci wielkości Francji. Nasz wpływ na planetę jest na tyle silny, że zapisał się nawet w warstwie geologicznej ziemi pod postacią plastiku, betonu, drobin węgla, związków fosforu i azotu, promieniotwórczego osadu oraz wielu innych szkodliwych substancji wykorzystywanych dzisiaj na skalę masową.

Zawrotna kariera antropocenu

To powinno stać się wystarczającą przesłanką do oficjalnego uznania antropocenu. Póki co odpowiedzialna za to Międzynarodowa Komisja Stratygrafii nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji. Wydaje się to jednak bez znaczenia, bo antropocen zdążył już zrobić międzynarodową karierę. Dyskutuje się o nim nie tylko na geologicznych konferencjach, ale też w murach katedr socjologii, antropologii czy kulturoznawstwa. Wreszcie hasło to wyszło poza środowisko akademickie, inspirując filmowców, pisarzy i artystów. Po raz pierwszy wzmianka o nim padła w 2000 r. z ust noblisty w dziedzinie chemii Paula Crutzena.  –  Przestańcie mówić o holocenie. On już się skończył. Żyjemy w antropocenie zaapelował naukowiec na jednej z konferencji. W środowisku naukowym zawrzało. Potrzeba było jednak jeszcze siedmiu lat, aby badacze zajęli się rzuconą mimochodem koncepcją na poważnie. Dzisiaj zgłębia ją przede wszystkim 35 geologów z brytyjskiej Grupy Roboczej Antropocenu.

Początek i koniec antropocenu

Postulują oni, aby za początek nowej epoki uznać rok 1950. – Wpływ człowieka widać w badaniach stratygraficznych sięgających tysięcy lat wstecz. Jednak istotne oraz zsynchronizowane globalnie zmiany w ziemskim systemie bardzo wyraźnie zintensyfikowały się w okresie Wielkiego Przyspieszenia, w połowie XX w. – tłumaczą. To jedna z propozycji, jaka w dyskusji o antropocenie zdążyła się pojawić. Inna brała pod uwagę rok 1610, kiedy to w pokrywie lodowcowej odnotowano najniższy poziom dwutlenku węgla od czasów kolonizacji. Paul Crutzen wskazywał natomiast na rok 1793 r., czyli datę wynalezienia maszyny parowej. 

W kontekście antropocenu istotniejszym wydaje się jednak pytanie nie o początek, a możliwy koniec tej epoki. – Zmieni się klimat. Zmieni się system podtrzymywania życia. Wszystko porośnie mchem i porostami. Będą karaluchy i z nich powstanie inne życie. A nas już nie będzie – wieszczy prof. Szymon Malinowski w filmie dokumentalnym Można panikować (film jest dostępny w serwisie YouTube). Wizja, jaka kryje się za koncepcją antropocenu, działa zatem jak ostrzeżenie przed katastrofą i silny bodziec do przyjęcia stylu życia zgodnego z naturą. Badacze nie mają bowiem wątpliwości, że to ostatni moment, by odwrócić losy planety i… całej ludzkości.