W marcu tego roku świat się zatrzymał. Zamknęliśmy się w domach. Przestaliśmy spotykać z przyjaciółmi, chodzić do restauracji, teatru, kina i galerii handlowych. Przedsiębiorcy z niepokojem liczyli straty, pracownicy przyzwyczajali się do pracy zdalnej, a uczniowie – do nauki w domu. Natura zaczynała zaś oddychać z coraz większą ulgą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ona jako jedyna (a przynajmniej jedna z nielicznych) na epidemii zyskała.

Ziemia w lepszej kondycji

Media, które jeszcze kilka miesięcy temu alarmowały o nadciągającej katastrofie klimatycznej, teraz informowały o pozytywnych zmianach na Ziemi. Lockdown sprawił, że spadł poziom szumu sejsmicznego. W wielu miejscach zmniejszyło się też zanieczyszczenie powietrza. Dzięki temu mieszkańcy indyjskich wiosek mogli po raz pierwszy od 30 lat zobaczyć oddalone o tysiące kilometrów szczyty Himalajów.

Te zmiany nie zdołają zażegnać kryzysu klimatycznego. Mogą być jednak inspiracją do działań na rzecz środowiska. Na poziomie globalnym coraz silniej wybrzmiewają głosy o konieczności stopniowej rezygnacji z paliw kopalnych. Zmniejszony ruch samochodowy pokazał bowiem ich silny wpływ na poziom zanieczyszczeń. W ostatnich miesiącach emisja dwutlenku węgla spadła w Chinach o 250 mln ton, w Europie – o 390 mln.

Duży wpływ na to, jak potoczą się losy Ziemi po izolacji, będzie miało również zachowanie jednostek. Czy wrócimy do częstych podróży samolotami i wzmożonej konsumpcji? A może otworzymy się na nowy styl życia? Oto 3 ekologiczne zwyczaje, które warto wprowadzić po (i w czasie) epidemii z pożytkiem dla siebie oraz planety.

Zmiana diety na roślinną

Eksperci nie pozostawiają złudzeń: do życia z koronawirusem będziemy musieli przywyknąć. To zaś wymaga od nas nie tylko zachowania środków ostrożności, ale też wzmocnienia organizmu poprzez aktywność fizyczną, higienę snu i zdrowe odżywianie.

W okresie epidemii immunolodzy z Polskiej Akademii Nauk zalecają rezygnację ze spożywania mięsa oraz produktów odzwierzęcych. Badania dowodzą bowiem, że dieta wegańska działa antyzapalnie i wspiera układ odpornościowy. Odpowiedzialne są za to zawarte w warzywach i owocach cenne składniki odżywcze, które pomagają zachować równowagę organizmu.

Dieta roślinna pozytywnie wpływa również na klimat, zwłaszcza jeśli bazuje na lokalnych produktach. Ich dostawa nie przyczynia się do zanieczyszczenia środowiska tak, jak transport warzyw i owoców z innych krajów (Maroka czy Hiszpanii). Uprawa roślin pochłania też dużo mniejsze ilości wody niż hodowla zwierząt. W raporcie The Green, Blue and Grey Water Footprint of Farm Animals and Animal Products z 2010 r. czytamy, że “przeciętny ślad wodny przypadający na kilokalorię wołowiny jest dwadzieścia razy większy niż ślad wodny zbóż czy ziemniaków”. Poza tym hodowla przemysłowa odpowiada za 18% trafiających do atmosfery gazów cieplarnianych, w tym dwutlenku węgla i metanu.

Lokalne podróżowanie

Duży udział w emisji CO2 mają również branża lotnicza i ruch samochodowy. Niedługo przemieszczanie się znów będzie w pełni możliwe, co najpewniej odbije się na wzroście zanieczyszczeń. Otwarcie granic rodzi zatem pytanie o to, czy podróżować, a jeżeli tak, to dokąd i w jaki sposób.

Rządy zalecają w tym roku pozostanie w kraju ze względów bezpieczeństwa. Jednak rezygnacja z wakacji zagranicznych wywrze pozytywny wpływ również na środowisko. Łatwiej nam będzie przesiąść się na pociąg – środek transportu, który generuje najmniejszy ślad węglowy w przeliczeniu na jednego pasażera. Nie przyczynimy się też do emisji dwutlenku węgla, przemieszczając się w czasie urlopu pieszo lub rowerem. A chcąc jeszcze bardziej ograniczyć negatywny wpływ na środowisko, możemy przenocować w ekologicznym hotelu.

Mniej znaczy więcej

Izolacja zweryfikowała także nasze potrzeby zakupowe. Nagle okazało się, że możemy się obyć bez wielu rzeczy, które dotychczas pochłaniały nasz domowy budżet i… zasoby ziemi. Dotyczy to szczególnie branży odzieżowej – co roku produkuje ona 92 miliony odpadów, zanieczyszcza rzeki i wysusza źródła wód.

Pandemia otworzyła na oścież drzwi do minimalizmu – stylu życia, którego zasadą jest ograniczanie posiadanych przedmiotów do minimum. Jego zwolennicy otaczają się wyłącznie tym, co niezbędne i wartościowe. Nie dokonują nieprzemyślanych zakupów, żeby za niedługi czas zaśmiecić nimi środowisko. Nie wymieniają elektroniki, tylko dlatego że na rynku pojawił się nowy model telefonu czy smartwatcha.

Rezygnując ze zbędnych rzeczy, oszczędzamy pieniądze, czas i miejsce. Dajemy również odetchnąć planecie, bo każdy niekupiony T-shirt to oszczędność prawie 3 litrów wody i mniejsza ilość zanieczyszczeń.

Codzienność stopniowo wraca do normy. Choć, jak twierdzą niektórzy, norma doczeka się pewnie nowej definicji, bo życie nie będzie toczyło się już tak samo jak przed epidemią. Może być zdrowsze, bardziej świadome i ekologiczne. Wiele pozostaje w naszych rękach.