Obecnie chyba każdy posiada nie jedną, a kilka ładowarek, z których co najmniej jedna na stałe zapanowała przy ulubionym w domu gniazdku… Większość z nas korzysta obecnie ze smartfonów, a także innych urządzeń interaktywnych, które wymagają częstego ładowania. Potrzeba naładowania telefonu przynajmniej raz dziennie, a niekiedy częściej, sprawiła że zapominamy o wyciąganiu ładowarki z gniazdka.

Do niedawna utarło się przekonanie, że pozostawiane w gniazdkach ładowarki są niezwykle niebezpieczne, najnowsze zasilacze nie stwarzają jednak żadnego zagrożenia, nawet gdy pozostają podłączone do prądu, podczas gdy z nich nie korzystamy. Tak zostały zaprojektowane, ze względu na rosnącą potrzebę społeczeństwa, stare modele podczas pracy w spoczynku zużywały bowiem znaczne ilości energii, a także stwarzały zagrożenie pożarowe przez spięcie lub zbytnie nagrzanie. Nagrzewające się ładowarki są zresztą nadal problematyczne, wytwarzanie ciepła może mieć miejsce jedynie w trakcie ładowania, a w każdym innym wypadku świadczy o wadzie urządzenia.

Warto jednak pamiętać, że bezczynnie podłączone ładowarki nadal pobierają energię elektryczną, choć są to minimalne straty. Pojedynczy zasilacz nie zrujnuje zatem naszego domowego budżetu, ale wraz ze wzrostem ich liczby rachunki za prąd zwiększą się. Jest to także ważny aspekt dla stanu środowiska naturalnego, gdyż pozostawianie bezczynnych ładowarek w gniazdkach jest zjawiskiem nader częstym.  

Bezwzględnie należy wyjąć ładowarkę z gniazdka podczas burzy, dotyczy to także wszelkich innych urządzeń. Najlepiej odłączyć zasilanie, gdy czeka nas dłuższa nieobecność w domu. Dobrym rozwiązaniem jest zastosowanie rozgałęziaczy przeciwprzepięciowych, których zasilanie można odłączyć za pomocą jednego przycisku.